Michał Martynów

“The Darek Side of the Moon”

 

 

Darek był bardzo wysokim i bardzo samotnym mężczyzną przy barze. W piwie w kuflu nie odbijał się uśmiech. Już wcześniej widziałam te nogi pająka wysokie jak nogi barowego stołka. Musiała to być niedziela, bo pub był pusty, ale w powietrzu czuło się jeszcze podniecenie poprzedniego wieczoru. Michał usiadł przy barze, ale do ich pierwszej rozmowy doszło za pośrednictwem barmana. Nie zwracali się do siebie, ale rozmawiali, patrząc w jego twarz, jak w medium łączące światy różnych wymiarów. Takich dialogów nie da się później zrelacjonować, jestem jednak pewna, że były to tematy orbitujące wokół życia w ogóle oraz muzyki, co oboje mogli zresztą traktować synonimicznie. Może to właśnie stało się ich nicią porozumienia. Darek grał na gitarze
i pisał wiersze. Zanim jeszcze trafił do Bazy, odwoził nas kilka razy swoją taksówką.
 
Wychodziliśmy wtedy z mieszkania prawie co wieczór. Michał zabierał ze sobą mały szkicownik, który mieścił się w kieszeni kurtki. Rysował, a ja wytężałam słuch, bo jeden z tematów rozmów zaczął się wtedy powtarzać.
Z pejzażu miasta zniknęło ostatnio kilka dziewczyn. Niektóre z nich nawet znaliśmy.
Nie było w tym małomiasteczkowej nostalgii. Dziewczyny znikały nagle, widziane jeszcze przed chwilą, teraz poza zasięgiem telefonów. Szkice Michała miały w sobie warstwę perspektywy powietrznej zagęszczającego się napięcia. Czasami wydawało mi się, że rysunek wnętrza pubu zadziała jak zdjęcie, na którym niechcący uchwyciło się ducha. Wszystkie te dziewczyny były do siebie podobne. Wielbicielki teatru, poezji i fotografii o słabych głowach, romantyczki. Nie było ich. We foyer teatru.
Na schodach pubu. W wejściu do księgarni, przy popielniczce galerii, w niszy na koncercie. Łóżka ich pokojów w domu rodzinnym musiały być puste. Szukano ich rozpaczliwie.
 
Darek był polonistą, dawno temu przez rok uczył w zawodówce. Jeśli chodzi o książki - był wybredny, polonista przeczytać może wszystko - on wybierał, miał muchy w nosie. Michał lubił improwizować do jego gitary, niejasno tłumaczył to związkiem z naturą, tego nie zrozumiałam,
ale podobno Darek lubił jeździć rozmyślać nad rzekę. Wracał wtedy do miasta z ubłoconymi oponami i przewietrzoną głową. Rzeczywiście, na wycieraczkach jego samochodu często osadzał się piasek, szczątki roślin pachnących mułem, zapach otwartej przestrzeni, wycieczki za rogatki, zapomnienia. Słuchałam późnonocnej audycji w samochodowym radio, Michał robił szybkie szkice z perspektywy tylnego siedzenia. Oparcie fotela, tył głowy - zawsze w kaszkiecie, płat przedniej szyby, prostokąt lusterka. Na jednym z rysunków
w lusterku odbijają się oczy. To był ważny rysunek, świadczył o wytężonej wzajemnej obserwacji. Mieli się na muszce.
 
Obudziłam się rano i na kuchennym stole znalazłam niewielki notatnik. Na jego okładce odciśnięty był fragment podeszwy buta. Nie zaglądałam do środka. Kiedy wróciłam z pracy, notatnika już nie było. Nie poruszaliśmy tego tematu. Od tego czasu w ogóle mniej ze sobą rozmawialiśmy, Michałowi kłębiło się coś w głowie, może mówił tak mało, żeby to coś nie uciekło mu przez usta.
 
Pod koniec zimy okazało się, że to Darek mordował zaginione dziewczyny. Nie znam motywu. Jasne jest tylko to, dlaczego zabił Michała. Pracownia była obrazem szaleństwa
i przypominała bardziej gabinet śledczego. Rysunki szczelnie pokrywały ściany tworząc konstelacje dowodów i tropów. Trudno określić mi dziś te momenty, kiedy Michał zaczął podejrzewać Darka, a kiedy zyskał pewność.
W skrupulatności tego śledztwa widzę bardziej nadzieję na pomyłkę niż chęć udowodnienia Darkowi serii zbrodni. Na biurku leżał notatnik
z odciskiem podeszwy na okładce, w środku były wiersze o zaginionych dziewczynach, które straciły życie nad rzeką. Tęsknię za Michałem. Nie wsiadam już do taksówek.
 

tekst: Katarzyna Nalezińska

 

 

To naprawdę dobre miejsce.

Lipy są tu bardziej wyrozumiałe

niż gdzie indziej. Właściwie,

to nawet trochę ci zazdroszczę,
wreszcie będziesz szczęśliwa.

Tylko czasem, kiedy przeleci
nad tobą ptak, poczujesz w sercu delikatne ukłucie. Nic więcej. Nie będziesz wiedziała,

co to znaczy, ponieważ on i ty należeć będziecie do dwóch różnych światów.

Nie zrodzi się ani zwątpienie, ani nadzieja.

Nie będzie wiary. Wiara to luksus,

 zupełnie nie potrzebny w takim miejscu.

Samotność, to jedyna sensowna droga.

 

Dariusz Marcinek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

projekt identyfikacji wizualnej: Michał Martynów, Katarzyna Nalezińska.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Michał Martynów "The Darek side of the Moon"

11 maja 2022

Michał Martynów

“The Darek Side of the Moon”

 

 

Darek był bardzo wysokim i bardzo samotnym mężczyzną przy barze. W piwie w kuflu nie odbijał się uśmiech. Już wcześniej widziałam te nogi pająka wysokie jak nogi barowego stołka. Musiała to być niedziela, bo pub był pusty, ale w powietrzu czuło się jeszcze podniecenie poprzedniego wieczoru. Michał usiadł przy barze, ale do ich pierwszej rozmowy doszło za pośrednictwem barmana. Nie zwracali się do siebie, ale rozmawiali, patrząc w jego twarz, jak w medium łączące światy różnych wymiarów. Takich dialogów nie da się później zrelacjonować, jestem jednak pewna, że były to tematy orbitujące wokół życia w ogóle oraz muzyki, co oboje mogli zresztą traktować synonimicznie. Może to właśnie stało się ich nicią porozumienia. Darek grał na gitarze
i pisał wiersze. Zanim jeszcze trafił do Bazy, odwoził nas kilka razy swoją taksówką.
 
Wychodziliśmy wtedy z mieszkania prawie co wieczór. Michał zabierał ze sobą mały szkicownik, który mieścił się w kieszeni kurtki. Rysował, a ja wytężałam słuch, bo jeden z tematów rozmów zaczął się wtedy powtarzać. Z pejzażu miasta zniknęło ostatnio kilka dziewczyn. Niektóre z nich nawet znaliśmy. Nie było w tym małomiasteczkowej nostalgii. Dziewczyny znikały nagle, widziane jeszcze przed chwilą, teraz poza zasięgiem telefonów. Szkice Michała miały w sobie warstwę perspektywy powietrznej zagęszczającego się napięcia. Czasami wydawało mi się, że rysunek wnętrza pubu zadziała jak zdjęcie, na którym niechcący uchwyciło się ducha. Wszystkie te dziewczyny były do siebie podobne. Wielbicielki teatru, poezji i fotografii o słabych głowach, romantyczki. Nie było ich. We foyer teatru. Na schodach pubu. W wejściu do księgarni, przy popielniczce galerii, w niszy na koncercie. Łóżka ich pokojów w domu rodzinnym musiały być puste. Szukano ich rozpaczliwie.
 
Darek był polonistą, dawno temu przez rok uczył w zawodówce. Jeśli chodzi o książki - był wybredny, polonista przeczytać może wszystko - on wybierał, miał muchy w nosie. Michał lubił improwizować do jego gitary, niejasno tłumaczył to związkiem z naturą, tego nie zrozumiałam,
ale podobno Darek lubił jeździć rozmyślać nad rzekę. Wracał wtedy do miasta z ubłoconymi oponami i przewietrzoną głową. Rzeczywiście, na wycieraczkach jego samochodu często osadzał się piasek, szczątki roślin pachnących mułem, zapach otwartej przestrzeni, wycieczki za rogatki, zapomnienia. Słuchałam późnonocnej audycji w samochodowym radio, Michał robił szybkie szkice z perspektywy tylnego siedzenia. Oparcie fotela, tył głowy - zawsze w kaszkiecie,
płat przedniej szyby, prostokąt lusterka. Na jednym z rysunków w lusterku odbijają się oczy.
To był ważny rysunek, świadczył o wytężonej wzajemnej obserwacji. Mieli się na muszce.
 
Obudziłam się rano i na kuchennym stole znalazłam niewielki notatnik. Na jego okładce odciśnięty był fragment podeszwy buta. Nie zaglądałam do środka. Kiedy wróciłam z pracy, notatnika już nie było. Nie poruszaliśmy tego tematu. Od tego czasu w ogóle mniej ze sobą rozmawialiśmy, Michałowi kłębiło się coś w głowie, może mówił tak mało, żeby to coś nie uciekło mu przez usta.
 
Pod koniec zimy okazało się, że to Darek mordował zaginione dziewczyny. Nie znam motywu. Jasne jest tylko to, dlaczego zabił Michała. Pracownia była obrazem szaleństwa i przypominała bardziej gabinet śledczego. Rysunki szczelnie pokrywały ściany tworząc konstelacje dowodów
i tropów. Trudno określić mi dziś te momenty, kiedy Michał zaczął podejrzewać Darka, a kiedy zyskał pewność. W skrupulatności tego śledztwa widzę bardziej nadzieję na pomyłkę niż chęć udowodnienia Darkowi serii zbrodni. Na biurku leżał notatnik z odciskiem podeszwy na okładce,
w środku były wiersze o zaginionych dziewczynach, które straciły życie nad rzeką.
Tęsknię za Michałem. Nie wsiadam już do taksówek.
 

tekst: Katarzyna Nalezińska

 

 

To naprawdę dobre miejsce. Lipy są tu bardziej wyrozumiałe niż gdzie indziej.

Właściwie, to nawet trochę ci zazdroszczę, wreszcie będziesz szczęśliwa.

Tylko czasem, kiedy przeleci nad tobą ptak, poczujesz w sercu delikatne ukłucie.

Nic więcej. Nie będziesz wiedziała, co to znaczy, ponieważ on i ty należeć będziecie

do dwóch różnych światów. Nie zrodzi się ani zwątpienie, ani nadzieja. Nie będzie wiary.

Wiara to luksus, zupełnie nie potrzebny w takim miejscu.

Samotność, to jedyna sensowna droga.

 

Dariusz Marcinek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

projekt identyfikacji wizualnej: Michał Martynów, Katarzyna Nalezińska.