Fotografia nocy cz.1 - Mieszkanie babci / Warsztat Jurka

 

Krzysztof Ruszel

Michał Martynów

 

“Od czasu do czasu niczym uliczna latarnia z prawej strony zaświecił księżyc,
chyba tylko po to, by pokazać, jak bezbrzeżnie płaska, rozpaczliwie pusta jest ciemność.” 

 
z opowiadania: “Romeo z epoki realizmu socjalistycznego”, Pavel Vilikovský

 

          Ciemność chyba jednak nie może być tak rozpaczliwie pusta. Po zmroku też istnieją rzeczy, choć zgodzę się, że inaczej. Poziome pasy lamp, rzucających światło zimne, ale tylko na tyle, żeby pokazać jak spokojnie śpią przedmioty zmęczone po pracy. Ciepłe światełka, okrągłe, dające znać, że historia na dobranoc została garnkom i porcelanie już powiedziana.

 

          W warsztacie Jurka nie ma miłości. Przedmioty na stole to smutne bryły, trochę geometrii i porządek, jakby zaraz miały zostać spakowane i sprzedane - bardzo grzeczne przedmioty. Nieco więcej życia mają już w sobie maszyny, może dlatego, że śpi w nich energia. Albo po prostu dlatego, że ich części, myślę tu o rurach, przypominają to,

co człowiek ma w środku. W każdym razie - to zimne światło i chyba właśnie takich

używa się w prosektorium. 

 

          W mieszkaniu babci światło przypomina o tym, że to takie miejsce, gdzie gotuje się obiad, w który wkłada się uczucie. Przedmioty mają swoje historie nagromadzone przez lata i o tych historiach czasami przypominają. Serwisie za szkłem, skąd jesteś i czy często ciebie używano, co z ciebie pito ? I szafki i szufladki mają swoje tajemnice - nawet jeśli jest tam kilka zatłuszczonych czy obsypanych mąką przepisów. Dzięki fotografii przepisy zostaną już na zawsze w szufladzie, nawet gdyby mieszkanie było już dziś puste.

 

          A poza kadrem - historia nocnych wędrówek i fajnej, mądrej męskiej przyjaźni pomimo odmienności charakterów. Wszystko to w pracowni, w której też dzieją się przecież historie

i która, nawet kiedy zgaśnie światło, wcale nie jest rozpaczliwie pusta.

 

tekst: Katarzyna Nalezińska

 

 

 

 

 

Fryderyk Kądziela

“Istoty”

 

 

Wyobrażanie sobie świata, w którym nie istnieje czas powoduje ból głowy. Jeśli nie ma czasu,
to nie ma początków i końców, droga traci swój urok, a ciało - doświadczenie. Słońce to może energia, a nie towarzysz dnia, bo nie ma dnia,
i nie mówi się dzień dobry. Gdyby wykluczyć wszystko, co ma związek z czasem, linearnym czy cyklicznym, to chyba nie zostałoby nic. Wyobrażenie musi się ugiąć pod hegemonią czasu i przystać na logiczne luki, które jak wiadomo, można później wypełnić mitem.
 
Immunitet od przemijalności Fryderyk Kądziela przyznaje elementom autorskiego uniwersum. Jest malarzem, który utrwala wyobrażenie,
ale także ilustratorem, który, na wzór średniowiecznych podróżników zdaje relację
z odległych lądów. Te krainy skonstruowane są inaczej: tu nie ma śmierci - jest przesyt życiem.
 
Istoty, którym dane jest tylko życie, przyjmują często na twarz głupi uśmiech greckiego kurosa o pustych oczach. Nieśmiertelny, tłuściutki i łysy Ikar, którego ręce zostały zmienione w skrzydła, igra sobie z nieszkodliwym słońcem jak dziecko drażniące psa w klatce. Bezmyślne uśmiechy budzą niepokój, bo po istocie, która nie zna śmierci można spodziewać się wszystkiego. Ale czasami pojawiają się też ciała o różowej skórze, która wydaje się być oparta na stelażu
z miękkich kości - przypominają wyżutą gumę zostawioną w nasłonecznionym miejscu.
Te istoty, których wieku nie da się odgadnąć, mają czasami mądre oczy, a w nich widoczny strach przed nieśmiertelnością. Nie znają pojęcia zmarnowanego popołudnia - gdy nie trzeba trzymać się na baczność, to ciała tracą swą wyrafinowaną formę, stają się coraz bardziej obłe, obce sobie, rozleniwiają się
i poddają, jak kamienie w rzece gładzone przez wodę, pełzną, ślimaczą się. Nie dotyczy ich śmierć, więc nie mają instynktu przetrwania
w zintegrowanej formie.
 
Może niedoskonała pamięć przekłamuje formy, ale te wydają się być płynne. Głowy o czaszkach zbyt jajowatych wyrastają z murawy, która ma w sobie coś ze spokojnego morza. Ślimak ma koszmarnie ludzką twarz. Czerwona kostropata planeta zadowolona z obżarstwa,
z miną wyrażającą błogi stan wchodzenia
w poobiednią drzemkę. Zdekapitowana zwierzyna w pejzażu ściętych drzew
o krwawym przekroju. Fauna i flora cierpiąca
na awitaminozę lub nadmiar witamin, świat aberracji, złego genu, mieszkańcy antypodów (kuzyni Blemmjów czy monopodów). Żyjemy
w micie, który jest dopowiedzeniem niewytłumaczalnego, Lemowski ocean tworzy byty na podstawie naszej pamięci nie zważając na rzeczywistość.
 
Fryderyk Kądziela, ur. 1994 r. w Tarnowie. Malarz, twórca obiektów; absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych; dyplom z malarstwa z wyróżnieniem w pracowni Bogusława Bachorczyka (2021 r.). Finalista Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2021, Biennale Sztuki Via Carpatia 2021, konkursu Szkic ma moc 2021. 22. miejsce w rankingu Kompasu Młodej Sztuki 2021. Mieszka, pracuje i działa
w Krakowie.
 
Wystawy indywidualne: Przesilenie (Galeria Olympia, Kraków, 2022), W Krainie Jutra nie umiera nikt (BWA w Tarnowie, 2021), Neoplasma (projekt w ramach Ogrodu Rzeźb MuFo w Krakowie, od 2021), Not a fairy tale (Otwarta Przestrzeń Kultury, Wrocław, 2021),
W Krainie Jutra nie umiera nikt (Galeria Olympia, Kraków, 2021), Obrazy, które namalowałem (Galeria Hortar, Tarnów, 2019).
 
Ważne wystawy zbiorowe: Krocz ze mną (Galeria ASP, Kraków, 2021), VIII Salon BWA
w Tarnowie (2021), Czy jest jakieś wyjście stąd? (CSW Solvay, 2021), Nasz Ogródek (2021), Antropocen (Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, Kraków, 2021), To nie tak! (Muzeum Fotografii w Krakowie, 2020).
 
tekst: Katarzyna Nalezińska.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

projekt identyfikacji wizualnej:

Michał Martynów.

[do projektu plakatu wykorzystano fragment obrazu z cyklu "First Awakening"]

 
 
 
 
 
 
 

Fryderyk Kądziela

“Istoty”

 

 

Wyobrażanie sobie świata, w którym nie istnieje czas powoduje ból głowy. Jeśli nie ma czasu, to nie ma początków i końców, droga traci swój urok, a ciało - doświadczenie. Słońce to może energia, a nie towarzysz dnia, bo nie ma dnia, i nie mówi się dzień dobry. Gdyby wykluczyć wszystko, co ma związek z czasem, linearnym czy cyklicznym, to chyba nie zostałoby nic. Wyobrażenie musi się ugiąć pod hegemonią czasu i przystać na logiczne luki, które jak wiadomo, można później wypełnić mitem.
 
Immunitet od przemijalności Fryderyk Kądziela przyznaje elementom autorskiego uniwersum. Jest malarzem, który utrwala wyobrażenie, ale także ilustratorem, który, na wzór średniowiecznych podróżników zdaje relację z odległych lądów. Te krainy skonstruowane są inaczej: tu nie ma śmierci - jest przesyt życiem.
 
Istoty, którym dane jest tylko życie, przyjmują często na twarz głupi uśmiech greckiego kurosa o pustych oczach. Nieśmiertelny, tłuściutki i łysy Ikar, którego ręce zostały zmienione w skrzydła, igra sobie z nieszkodliwym słońcem jak dziecko drażniące psa w klatce. Bezmyślne uśmiechy budzą niepokój, bo po istocie, która nie zna śmierci można spodziewać się wszystkiego. Ale czasami pojawiają się też ciała o różowej skórze, która wydaje się być oparta na stelażu z miękkich kości - przypominają wyżutą gumę zostawioną w nasłonecznionym miejscu. Te istoty, których wieku nie da się odgadnąć, mają czasami mądre oczy, a w nich widoczny strach przed nieśmiertelnością. Nie znają pojęcia zmarnowanego popołudnia - gdy nie trzeba trzymać się na baczność, to ciała tracą swą wyrafinowaną formę, stają się coraz bardziej obłe, obce sobie, rozleniwiają się i poddają, jak kamienie w rzece gładzone przez wodę, pełzną, ślimaczą się. Nie dotyczy ich śmierć, więc nie mają instynktu przetrwania w zintegrowanej formie.
 
Może niedoskonała pamięć przekłamuje formy, ale te wydają się być płynne. Głowy o czaszkach zbyt jajowatych wyrastają z murawy, która ma w sobie coś ze spokojnego morza. Ślimak ma koszmarnie ludzką twarz. Czerwona kostropata planeta zadowolona z obżarstwa, z miną wyrażającą błogi stan wchodzenia w poobiednią drzemkę. Zdekapitowana zwierzyna w pejzażu ściętych drzew o krwawym przekroju. Fauna i flora cierpiąca na awitaminozę lub nadmiar witamin, świat aberracji, złego genu, mieszkańcy antypodów (kuzyni Blemmjów czy monopodów). Żyjemy w micie, który jest dopowiedzeniem niewytłumaczalnego, Lemowski ocean tworzy byty na podstawie naszej pamięci nie zważając na rzeczywistość.
 
Fryderyk Kądziela, ur. 1994 r. w Tarnowie. Malarz, twórca obiektów; absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych; dyplom z malarstwa z wyróżnieniem w pracowni Bogusława Bachorczyka (2021 r.). Finalista Biennale Malarstwa Bielska Jesień 2021, Biennale Sztuki Via Carpatia 2021, konkursu Szkic ma moc 2021. 22. miejsce w rankingu Kompasu Młodej Sztuki 2021. Mieszka, pracuje i działa w Krakowie.
 
Wystawy indywidualne: Przesilenie (Galeria Olympia, Kraków, 2022), W Krainie Jutra nie umiera nikt (BWA w Tarnowie, 2021), Neoplasma (projekt w ramach Ogrodu Rzeźb MuFo w Krakowie, od 2021), Not a fairy tale (Otwarta Przestrzeń Kultury, Wrocław, 2021), W Krainie Jutra nie umiera nikt (Galeria Olympia, Kraków, 2021), Obrazy, które namalowałem (Galeria Hortar, Tarnów, 2019).
 
Ważne wystawy zbiorowe: Krocz ze mną (Galeria ASP, Kraków, 2021), VIII Salon BWA w Tarnowie (2021), Czy jest jakieś wyjście stąd? (CSW Solvay, 2021), Nasz Ogródek (2021), Antropocen (Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, Kraków, 2021), To nie tak! (Muzeum Fotografii w Krakowie, 2020).
 
tekst: Katarzyna Nalezińska.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

projekt identyfikacji wizualnej: Michał Martynów.

[do projektu plakatu wykorzystano fragment obrazu z cyklu "First Awakening"]